
Kraków. W 100-lecie wybuchu wojny
Kwiaty dla autora najsłynniejszej antywojennej powieści.
W poniedziałek 28 lipca przy tablicy upamiętniającej Jarosława Haszka odbędzie się spotkanie grupy krakowskich ludowców, którzy chcą uczcić setną rocznicę wybuchu I wojny światowej oddając hołd autorowi najlepszej powieści antywojennej. Trzeba bowiem pamiętać, że wojna ta szczególnie mocna dotknęła małopolską wieś. Działania wojenne – wielokrotne przesuwanie się frontu – wojenne rabunki – wszystko to doprowadziło mieszkańców wielu wsi do nędzy. Przed dziesięciu laty, 28 lipca 2004 roku na ulicy Podzamcze zaciekawieni przypadkowi przechodnie, szkolne wycieczki zmierzające na Wawel oraz liczni zagraniczni turyści przystawali, aby przyjrzeć się dziwnemu wydarzeniu. Oto na ścianie budynku nazywanym pałacem Górków, który dziś jest siedzibą konserwatora zabytków, a ongiś, przez wiele lat pełnił rolę miejskiego aresztu, nazywanego zwyczajowo „Pod Telegrafem” odsłaniano pamiątkową tablicę ku czci Jarosława Haszka, autora nieśmiertelnych „Przygód dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej”. #- Lista osób, dzięki którym uhonorowano w ten sposób wielkiego czeskiego pisarza, jest długa - przypomina znawca historii Krakowa Michał Kozioł. - Na pierwszym miejscu należy bez wątpienia wymienić fundatora, czyli Andrzeja Dudę, właściciel firmy Polbau, który ofiarował stosowną kwotę, a stało się to nie bez pewnej inspiracji ze strony profesora Czesława Dźwigaja, znanego krakowskiego rzeźbiarza. Zaprojektowaną przez Antoniego Kałużnego tablicę wykonał Metalodlew SA. W odsłonięciu wzięli udział dwaj wybitni krakauerolodzy i szwejkolodzy, czyli Mieczysław Czuma i Leszek Mazan. Warto przy okazji wspomnieć, że Andrzej Duda to brat honorowy krakowskiego Bractwa Kurkowego, a prof. Czesław Dźwigaj to członek rady starszych Bractwa Kurkowego. Tablica upamiętnia wydarzenie z lata 1903 roku, kiedy to młody, liczący dwadzieścia lat turysta, absolwent praskiej Akademii Handlowej, zatrudniony w Banku „Slavia” został zatrzymany w Krakowie pod zarzutem włóczęgostwa. Zanim udało mu się udowodnić, że rzeczywiście jest tym, za kogo się podaje, spędził kilka dni w krakowskim areszcie. Wrażenia z pobytu „Pod Telegrafem” opisał później Haszek w opowiadaniu zatytułowanym „Wśród włóczęgów". Wśród krakowskich szwejkologów pojawiła się nawet śmiała teoria, że przyszły czeski pisarz spotkał się w podwawelskim areszcie ze znanym tutejszym dziwakiem, niejakim Władysławem Durdzielskim, z zawodu sztukatorem oraz handlarzem zwierząt i że ów krakowski oryginał mógł być jednym z kilku postaci, które zainspirowały Haszka do stworzenia postaci Józefa Szwejka. Jarosław Haszek i jego dobry wojak Szwejk to postaci bliskie krakowianom. Zreszta nie tylko mieszkańcy grodu podwawelskiego zaczytują się w przygodach dobrego wojaka. To postac znana na całym swiecie. Dowodzi tego choćby przytoczony poniżej tekst. We wtorkowym Dzienniku Polskim (22 lipca 2014)Leszek Mazan napisał felieton. Oto niewielkie jego fragmenty: W Pradze, między Nowym Miastem a Vinohradami, w miejscu, gdzie w roku 1420 husyci oblegali pobliski Vyszehrad przy ulicy Na Boiszti pod numerem 10 powstała w roku 1891 spokojna, zaciszna praska hospudka "Pod Kielichem". Świetnie położona, bo za ścianą mieścił się nevestinec, czyli burdelik. Właściciel, pan Antonin Noska, stałym bywalcom udzielał kredytu. Byli wśród nich weterani walk "za cesarza i jego rodzinę", personel i pacjenci pobliskiego szpitala psychiatrycznego, "plankton parlamentarny" oraz dziennikarze, wśród nich redaktor "Świata zwierząt" Jarosław Haszek. Tu przepijał pieniądze za powstające w "Kielichu" humoreski, tu wymyślił postać dobrego wojaka Szwejka. Dobry wojak Szwejk uczynił lokal sławnym najpierw w Czechach, potem w całym świecie. Do drugiego powojnia "Kalich" przyżeglował w kształcie niewiele zmienionym. Pamiętam lokal o zaledwie kilku stolikach, szynkwas naprzeciw drzwi, parówki z bułką jako danie główne i najczęściej jedyne. Potem nowy właściciel (państwo) postanowił uczynić z hospudki atrakcję turystyczną. Pomysł chwycił, lokal stał się obok "Fleka" najpopularniejszą knajpą w Pradze. W 1991 roku nowymi właścicielami zostali posiadacze kamienicy, bracia Paweł (gastronomik - cudotwórca) i Tomasz - znakomity, ogromnie popularny aktor, dzięki któremu późnymi wieczorami Na Boiszti spotykała się cała praska bohema. Dzienne spożycie wynosiło, w zależności od pory roku, 900-1000 kufli, oczywiście litrowych. Ja zostawiłem w "Kalichu" pół nerki... Nie mogę dalej pisać. Łzy... Byłem przed kilkoma dniami wieczorem "Na Boiszti". Cesarz na obsranym portrecie wyglądał, jakby właśnie otrzymał wiadomość, że Przemyśl padł. W pustym lokalu przy dwu stolikach dogorywało kilku Rosjan. Znudzony personel dyskretnie ziewał. Tak podobno jest tam teraz codziennie. Bóg widzi i nie grzmi... Dlaczego? Dlaczego Haszek nie wstaje z grobu?

